czwartek, 17 lipca 2014

Larry (+18)

Okej, nie jestem Larry Shipper, ale to było... H O T!

Enjoy!

Imagin napisany przez wspaniałą: Ray.

link do oryginału: http://story-of-larry-stylinson.blogspot.com/2012/06/babysitter-one-shot.html

_________________________________

- Pamiętasz wszystko co ci powiedziałam? – mama po raz setny zadała to pytanie, jednocześnie wrzucając do swojej torebki klucze, dokumenty i inne babskie bibeloty. Wygładziła swoją sukienkę wieczorową i przelotnie zerknęła na nadgarstek gdzie miała założony zegarek. – Och, zaraz się spóźnię… Zapamiętałeś? Czy mam powtórzyć…?
- Tak, mamo, wie…
– Kolacja jest do odgrzania w lodówce – przerwała mi, na co wywróciłem oczami -  na stoliku masz telefon do cioci w razie jakiegoś wypadku, Gemma nocuje u Danielle, więc zdzwoń tam gdybyś jej potrzebował… Co jeszcze… ach! Niania powinna być…
- Niania?! – pisnąłem, zrywając się z kanapy i stając na równe nogi. W pierwszej chwili myślałem, że się przesłyszałem i mama powiedziała co innego, ale jej poważny wyraz twarzy uświadomił mi, że mówiła całkiem serio. – Mamo, jestem za duży na nianię! – jęknąłem, w kilku susach znajdując się obok rodzicielki. – Naprawdę, za dwa miesiące skończę osiemnaście lat i…
- No właśnie, za dwa miesiące – powtórzyła mama, czochrając moje włosy. – A nie teraz. Synku, są święta, zrób mi ten prezent i nie marudź, dobrze?
- Są święta a ty mnie zostawiasz – mruknąłem, wzdychając głęboko.
To naprawdę było nie fair. Było Boże Narodzenie, dwudziesty czwarty grudnia, dzień, który każda rodzina powinna spędzić razem, a tymczasem moja mama wyjeżdżała na jakąś kolację z niewiadomo kim, a Gemma spędzała święta ze swoją najlepszą przyjaciółką. Czemu tylko ja byłem sam? I na dodatek miała się mną opiekować jakaś niania, która z pewnością będzie starą pomarszczoną babą. Nie, dziękuję.
- Harry, wiesz dobrze, że nie zaplanowałam tej kolacji – powiedziała mama, zarzucając na swoje ramiona płaszcz. – O wiele bardziej wolałabym zostać z tobą.
- Więc czemu nie zostaniesz? – spytałem, opierając się o framugę drzwi i patrząc, jak mama z roztargnieniem zapina guziki płaszcza.
Uniosła wzrok i otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale nagle rozbrzmiało pukanie do drzwi. Moje spojrzenie powędrowało w tamtą stronę i dokładnie wiedziałem, kto się za nimi znajduje. Stara babcia, która uważa się za nianię.
- Bądź miły, Harry, dobrze? – upewniła się mama.
Kiwnąłem tylko głową, a ona otworzyła drzwi. Westchnąłem i przygotowałem się na widok jakiejś starej babci… ale się go nie doczekałem, bo w drzwiach stał najpiękniejszy mężczyzna jakiego kiedykolwiek widziałem.
Miał idealnie ułożone włosy, w których aktualnie znajdowały się płatki śniegu, a grzywka opadała na jego oczy. Nieziemsko piękne oczy, warto podkreślić, kolorem przypominające głęboki i bezkresny ocean, tak szafirowe, że powinno być to zabronione. Dalej był prosty nos, delikatnie zadarty do góry, i malinowe, lekko wydęte, usta, proszące o gorące pocałunki. Szyję miał owiniętą białym szalem, kontrastującym z jego zarumienioną od zimna skórą.
Boże, czy naprawdę aż tak ckliwie go opisałem? Styles, jesteś żenujący…
- Och, jesteś już – powiedziała mama, ale jej głos dochodził jakby z oddali, bo wszystkie moje zmysły skupiały się aktualnie na chłopaku stającym nadal w progu drzwi mojego domu. – Wejdź, proszę. – Odsunęła się i gestem zaprosiła go do środka.
- Dziękuję, pani Styles – wymamrotał, wchodząc do środka i otrzepując swoje włosy ze śniegu. Jego głos był ochrypły i cholernie piękny. Poczułem, jak pewna część mojego ciała drgnęła na ten dźwięk. Żałosne. Jego głos sprawia, że mi staje. Pięknie. Później patrzyłem oczarowany jak zdejmuje z siebie płaszcz, odwieszając go na wieszak. Przy tej czynności sweter, który miał na sobie, podwinął mu się ciut do góry ukazując mi kawałek jego brzucha. Nagle zrobiło mi się sucho w ustach.
- To mój syn, Harry – przedstawiła mnie mama, kiwając na mnie głową. – Harry, to jest Louis Tomlinson, twoja dzisiejsza niania.
Chłopak… a raczej Louis, spojrzał w moją stronę. Znów poraziła mnie głębia jego tęczówek i znów nie potrafiłem wykonać żadnego ruchu, bo moje ciało było jak sparaliżowane. Przeszywał mnie swoim wzrokiem na wskroś i czułem jakby zaglądał w najgłębsze zakamarki mojej duszy. Przez to intensywne spojrzenie czułem, jak na moje policzki zaczyna wkradać się rumieniec, więc szybko zerwałem kontakt wzrokowy.
- Użyłbym raczej określenia opiekun – mruknął Louis, przeczesując palcami swoje włosy.
- Niech będzie opiekun – zaśmiała się mama i zerknęła jeszcze na mnie zanim skierowała się do drzwi. – Naprawdę jeszcze raz dziękuję ci Louis, że zgodziłeś się opiekować dzisiaj Harrym.
- Przyjemność po mojej stronie, proszę pani – odpowiedział, uśmiechając się do mamy. Trochę mu współczułem, bo na pewno doglądanie jakiegoś nastolatka, i to jeszcze w Boże Narodzenie, nie było spełnieniem marzeń.
- Może zjecie razem jakąś wigilijną kolację. – Puściła mi oczko i stanęła w progu drzwi. - No to… bawcie się dobrze! – rzuciła na odchodne i zamknęła za sobą drzwi, zostawiając mnie samego z Louisem.
Och tak, będziemy bawić się cholernie dobrze, mamo.
Nie. Wcale o tym nie pomyślałem.
- Umm… - zacząłem, nerwowo strzelając palcami i przygryzając wargę – więc… ee…cześć? – wyjąkałem. – Znaczy się dobry wieczór, proszę pana – poprawiłem, czując się trochę głupio, bo nie wiedziałem jak powinienem się do niego zwracać. W końcu, jakby na to nie patrzeć, był moją opiekunką, czyli lepiej gdybym mówił mu „pan”. Ale z drugiej strony nie wyglądał na wiele starszego ode mnie.
- Możesz… – zaczął, a jego głos wydał mi się bardziej ochrypły niż był przed chwilą. Odchrząknął, słodko się rumieniąc. – Możesz mi mówić Louis.
Kiwnąłem tylko głową.
- W takim razie… rób to co robi niania – mruknąłem i szybkim krokiem przeszedłem z powrotem do salonu, nie potrafiąc wytrzymać z nim w jednym pomieszczeniu. Jakaś dziwna siła wręcz mnie do niego przyciągała, a naprawdę nie byłoby stosownym pieprzenie się ze swoją nianią.
- Harry! – usłyszałem za sobą jego głos. Zatrzymałem się w miejscu i powoli odwróciłem na pięcie. On także zatrzymał się w pół kroku i teraz znów przyglądał mi się swoim gorącym spojrzeniem.
- Tak, proszę pana? – spytałem, czując, jak ze zdenerwowania moje ręce zaczynają się pocić.
Louis uśmiechnął się łobuzersko i zaczął powoli iść w moją stronę. Automatycznie zrobiłem krok w tył, dopóki nie zatrzymała mnie sofa, na którą wpadłem. On nadal zmierzał w moim kierunku i naprawdę dzieliła nas już tylko niewielka odległość.
- Niania powinna się opiekować, nie sądzisz? – spytał, jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nami. Cholera, to w jaki sposób szedł do mnie, było gorące. Jego oczy dziwnie świeciły, na ustach igrał uśmieszek.
- Ttt…taakk – bąknąłem, zaciskając dłonie na oparciu kanapy.
Louis całkowicie zmniejszył dystans między nami, ale zostawił kilka milimetrów przestrzeni miedzy naszymi ciałami zapewne chcąc jeszcze chwilę się ze mną podroczyć.
- Więc… - wymruczał, sunąc ręką od mojego biodra do szyi, którą objął i gwałtownie przyciągnął za nią do siebie. Nasze usta dzieliła już tylko niewielka odległość i mogłem poczuć jego gorący oddech. – Może dasz mi się sobą zaopiekować…?
Nie było mi dane odpowiedzieć, bo Louis gwałtownie wpił się w moje wargi, zupełnie pozbawiając mnie tchu. Jego mokre, gorące i miękkie usta sprawnie poruszały się na moich doprowadzając mnie tym do cholernego obłędu. Nigdy nie całowałem się z nikim w taki sposób w jaki robiłem to teraz z Louisem. I miałem w dupie to, że był moją nianią i powinien mnie pilnować, a nie obmacywać. Miałem w dupie to, że jest facetem – ponieważ pokochałem jego pocałunki i pragnąłem więcej.
Sapnąłem prosto w jego wargi i wplotłem palce w jego włosy, przyciągając jego zarumienioną twarz bliżej siebie. On objął moją talię i całkowicie zlikwidował przestrzeń pomiędzy naszymi ciałami. Jęknąłem, gdy bez zbędnych ceregieli wsadził mi kolano miedzy krocze i mocno docisnął. Ugryzłem jego wargę i od razu ją zassałem, całkowicie zatracając się w jego pocałunkach i starając się odwzajemniać każdą jego pieszczotę.
Zacisnął ręce na mojej koszulce, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Zsunął je na moje pośladki, ściskając je i unosząc mnie za nie do góry. Jęknąłem cicho w jego usta, a on posadził mnie na oparciu kanapy, na co automatycznie objąłem go nogami w pasie, przyciągając go bliżej siebie. Poczułem jak jego ręce wsuwają się pod moją koszulkę i zaczynają gładzić moje plecy. Oderwałem od niego usta i wygiąłem się w łuk, gdy uniósł ją do góry chcąc ją ze mnie zdjąć. Nie opierałem mu się – wręcz przeciwnie: pomogłem mu ją zsunąć z mojego ciała, zbyt chętny do poczucia jego dotyku na skórze. Już po chwili zostałem wynagrodzony, gdy poczułem jak zaczyna składać mokre pocałunki począwszy od mojej szyi przez obojczyki i klatkę piersiową.
- Panie Tomlinson – jęknąłem, gdy przygryzł mojego sutka sprawiając, że odrzuciłem głowę w tył, podtrzymując się kanapy za mną, aby utrzymać równowagę.
Spojrzał na mnie spod rzęs i wysunął swój język, przejeżdżając nim od mojego podbrzusza aż do szyi, a potem z powrotem wpił się w moje usta. Jęknąłem głośno, gdy rozchylił moje wargi wsuwając do mojej buzi swój gorący język, którym od razu zrobił sobie wędrówkę po moim podniebieniu.
Teraz to ja odważyłem się wsunąć rękę pod jego sweter. Przejechałem paznokciami po jego plecach powodując, że zamruczał wprost do moich ust i przygryzł moją wargę. Zaraz potem znów połączył ze sobą nasze języki i rozpoczął z moim walkę o dominację. W między czasie podciągnąłem do góry jego sweter, nie zaprzestając jednak jego całowania. Oderwaliśmy się tylko na chwilę, abym mógł ściągnąć z niego zbędny materiał, który zaraz odrzuciłem za siebie.
Od razu powędrowałem dłońmi na jego biodra, przyciągając go do siebie za szlufki w spodniach. Nasze miednice gwałtownie się ze sobą zderzyły i poczułem, jak bardzo jest podniecony. Z resztą niemniej niż ja.
Z mlaśnięciem odsunąłem się od niego, zaraz jednak przenosząc pocałunki na jego szyję. Przygryzłem wrażliwą skórę, sprawiając, że jęknął z głębi gardła, a zaraz potem mocno ją zassałem, pragnąc go naznaczyć. Poczułem, jak ciągnie za moje włosy, co jeszcze bardziej mnie nakręciło i zsunąłem się ustami niżej, na jego klatkę piersiową. Otoczyłem językiem jego sutek, otrzymując w nagrodę przeciągły jęk w postaci mojego imienia.
Już miałem zjechać na dół kiedy chwycił moje ramiona, unosząc mnie do góry, i pchnął mnie do tyłu. Przeleciałem przez oparcie kanapy i z głośnym „łup” opadłem na nią. Zdezorientowany rozglądnąłem się dookoła, niemalże od razu napotykając niebieskie, pełne pożądania, spojrzenie Louisa, który w kilka sekund znalazł się obok kanapy i usiadł okrakiem na moich biodrach.
Pochylił się nade mną i musnął moje wargi swoimi, ocierając się o mojego penisa. Przez materiał dżinsów mogłem poczuć jak bardzo jest twardy; z resztą tak samo jak ja. Wypchnąłem biodra do przodu, gwałtownie ocierając się o niego i z naszych ust wydobyły się głośne jęki. Cholera, to, co robiliśmy, było naprawdę gorące.
Ugryzłem jego wargę, gdy zacisnął swoje palce na moim twardym członku. Oderwał się ode mnie i zmrużył oczy.
- Gryziesz? - wymruczał, pocierając swoją dłonią moją erekcję. – Niegrzeczny chłopczyk. Mam powiedzieć mamie, że źle się zachowywałeś?
Jęknąłem, bo sposób w jaki do mnie mówił był cholernie seksowny i pobudzający. On tylko uśmiechnął się pod nosem i ustami wpił się w moją szyję, od razu zasysając skórę. Wygiąłem się w łuk, przywierając do jego ciała. Wplotłem palce w jego włosy, przysuwając jego twarz bliżej mojej skóry. Usłyszałem jego cichy jęk, gdy pchnąłem delikatnie jego głowę niżej.
Poczułem jego usta na swoim sutku i znów głośno jęknąłem. Jednak tym razem zaczął nimi zjeżdżać niżej, zasysając skórę na moim podbrzuszu i głaszcząc mojego penisa przez materiał dżinsów.
- Panie Tomlinson… - sapnąłem, gdy zębami odpiął guzik moich spodni.
Spojrzał na mnie spod rzęs, rozpinając rozporek i zsuwając spodnie z moich nóg. Przygryzłem wargę, ponieważ uświadomiłem sobie, że jeszcze niewiele brakuje do tego, aby leżał pod nim nagi. I szczerze? Nie miałem nic przeciwko temu.
- Bądź grzeczny, Harry – wymruczał, całując moją klatkę piersiową aż dotarł do moich ust. – Naprawdę nie chcę ci dawać kary za to, że źle się zachowujesz.
Wydałem z siebie nieakrykułowany dźwięk, a Louis wpił się moje wargi, od razu wdzierając się językiem do środka. Nie oponowałem i oddawałem każdy jego pocałunek, w między czasie dyskretnie odpinając jego pasek od spodni. Szybko odpiąłem guzik i rozporek zsuwając je z jego nóg.
- Niegrzeczny chłopczyk – mruknął ochrypłym głosem, nie odrywając swoich ust od moich. Wypchnąłem moje biodra do przodu, gwałtownie ocierając się o jego twardego penisa. Przez cienki materiał bokserek mogłem poczuć go tak cholernie dobrze. Louis jęknął w moje usta, a ten dźwięk jeszcze bardziej mnie pobudził.
Wsunąłem język między jego rozchylone wargi i namiętnie pocałowałem. Oddał mój pocałunek z entuzjazmem, a ja zjechałem dłońmi z jego pleców na pośladki i wsunąłem dłonie za materiał bielizny, pieszcząc jego nagą skórę. Warknął i zacisnął dłonie na moich biodrach, nagle odrywając się ode mnie.
- Naprawdę nie chciałem ci dawać kary, ale sam się o nią prosisz – powiedział ochrypłym głosem, zjeżdżając swoimi gorącymi ustami znów na moje podbrzusze.
Nie potrafiłem wydobyć z siebie jakiegoś sensownego dźwięku oprócz pomruków, jęków i sapnięć. Louis chyba był z siebie zadowolony, bo przejechał językiem po moim penisie, wciąż uwięzionym w, o wiele za ciasnych już, bokserkach. Odrzuciłem głowę w tył, wypychając biodra w jego stronę.
- Zdecydowanie niegrzeczny – wymamrotał, zahaczając zębami o gumkę bielizny.
- Louis – warknąłem przez zaciśnięte zęby. – Błagam, kurwa, zrób to w końcu!
Poczułem, jak jego wargi wykrzywiają się w uśmiechu, zanim w końcu zsunął moje bokserki i odrzucił je gdzieś za siebie. Leżałem teraz przed nim ze stojącym penisem, który wręcz domagał się jego pieszczot – gdy to sobie uświadomiłem moje policzki od razu się zaczerwieniły.
Zerknąłem w dół, na Louisa, który ulokował się pomiędzy moimi nogami i przejeżdżał dłońmi po wewnętrznej części moich ud, doprowadzając mnie tym do jebanego szaleństwa. Spojrzał na mnie ciemnymi od pożądania oczyma, zanim nachylił się i przejechał swoim gorącym językiem od jąder aż po samą główkę moje penisa.
- Och, kurwa, kurwa, kurwa – wysapałem, wyginając się w łuk i przygryzając wargę. Po chwili poczułem jak usta Louisa zaciskają się na główce mojego członka, ssąc ją i na przemian liżąc.
Przyjemność była obezwładniająca. Patrzyłem spod przymrużonych powiek, jak znów bierze mojego penisa w swoje usta, tak głęboko, że zderzył się z tylną ścianką jego gardła. Jęknąłem głośno, wplatając palce w jego włosy i nadając jego ruchom odpowiedniego tempa. Przygryzłem wargę, gdy patrzyłem na jego usta poruszające się na całej długości mojego penisa.
- Lou…Louis! – krzyknąłem, przenosząc ręce za siebie i zaciskając je na oparciu sofy. Czułem dreszcze przechodzące wzdłuż mojego kręgosłupa, natomiast Louis przyspieszył swoje ruchy, zasysając policzki na moim penisie. Jego dłoń powędrowała na moje jądra i zaczął je masować, przez co z mojego gardła wydobył się kolejny krzyk. Miałem w dupie, że cała ulica może mnie słyszeć – prawdopodobnie podczas jedzenia wigilijnej kolacji - bo Louis właśnie robił mi najlepszego na świecie loda i chciałem o tym zakomunikować całemu światu.
- Kurwa, kurwa, kurwa – mamrotałem pod nosem.
Wypchnąłem biodra, a mój penis całkowicie zniknął w buzi Louisa. Zdziwiło mnie to, że w ogóle się nie krztusił, ale być może miał już wprawę w obciąganiu; z resztą ja byłem na to idealnym przykładem, bo przez jego usta zaraz miałem dojść.
Z mlaśnięciem wysunął mojego członka z ust, przenosząc je na moje jądra, które mocno zassał. Ręką wykonywał rytmiczne ruchy na moim penisie, raz za razem przejeżdżając palcami po główce. Jęczałem i wiłem się na kanapie, czując, że mój orgazm nieubłaganie się zbliża.
- Och, Louis, kurwa… Boże, uch… Louis!
Poczułem jak wygina usta w uśmiech i znów przejechał ustami po całej długości mojego penisa, zaciskając wargi na główce i zlizując preejakulat. To wystarczyło, żeby przyjemność owładnęła moim ciałem – z głośnym krzykiem w postaci jego imienia doszedłem prosto w jego usta, drżąc na całym ciele. Byłem teraz jak z waty, nie mogłem ruszyć żadną częścią ciała ani nie potrafiłem skleić sensownego zdania, powtarzając jego imię jak jakąś mantrę.
- Grzeczny chłopczyk – usłyszałem z oddali jego głos.
Wdrapał się na moje ciało, składając po drodze mokre pocałunki. Doszedł do moich warg i lekko je pocałował. Wsunąłem język w jego usta, smakując samego siebie co cholernie mnie pobudziło. Louis sapnął, gdy zahaczyłem palcami o gumkę jego bokserek, pragnąc je z niego zdjąć i odwdzięczyć się, ale od chwycił mój nadgarstek i uniemożliwił mi to.
- Co…?
Chwycił moje pośladki i wstał z kanapy, od razu ustami zaczynając gwałcić moją szyję. Oplotłem go nogami w pasie, bojąc się, że zaraz spadnę, podczas kiedy on przeszedł z nami z salonu do… mojego pokoju. Skąd skubany wiedział gdzie jest mój pokój…?
Otworzył kopniakiem drzwi i wszedł do środka, od razu kierując się w stronę łóżka. Dosłownie rzucił mnie na nie, a sam podszedł do drzwi i przekręcił w nich zamek. Na samą myśl tego, co zaraz się stanie zacząłem się na nowo podniecać i mój penis znów zaczął budzić się do życia. Louis zaczął iść w moją stronę, a ja nie potrafiłem oderwać wzroku od dość dużego wybrzuszenia w jego czarnych bokserkach.
- Chodź tu – zażądałem, wyciągając w jego kierunku rękę.
- To chyba ja wydaję dzisiaj rozkazy – odparł, unosząc brew i stając w nogach mojego łóżka.
Szybko znalazłem się w tym miejscu, chwytając jego ramiona i brutalnie rzucając go na posłanie, sam wdrapując się na jego ciało. Jego włosy przypominały jakiś stóg siana natomiast fryzura zaliczała się do kategorii „pieprz mnie”. Usta były spuchnięte od pocałunków (i nie tylko) a oczy dziwnie się świeciły.
Nachyliłem się do jego ucha, przygryzając jego płatek i sprawiając, że zadrżał pode mną.
- Chcę pana pieprzyć, panie Tomlinson – wymruczałem, składając pocałunek za jego uchem. Sapnął i otworzył szeroko swoje oczy. – Chcesz, żebym się pieprzył?
Jęknął w odpowiedzi, niecierpliwie poruszając się pode mną.
- Byłem chyba wystarczająco grzeczny, prawda? – ciągnąłem, schodząc pocałunkami na jego szyję i robiąc kolejną malinkę. – Nie powie pan nic mojej mamie? – spytałem niewinnie, wycałowując sobie ścieżkę w dół jego klatki piersiowej do podbrzusza.
- Harry – syknął przez zęby, a dłonie zacisnął w pięści na moim prześcieradle.
- Tak, Louis? – wyszeptałem, powoli zsuwając jego bokserki i całując każdy nowo odkryty fragment jego skóry. Moje serce łomotało mi w piersi i próbowałem powstrzymać drżenie rąk, gdy całkowicie pozbawiłem go bielizny.
- Och, Harry, pieprz mnie – jęknął, gdy pochyliłem się nad jego stojącym w pełnej gotowości penisem i dmuchnąłem na niego gorącym powietrzem. Jego słowa pobudziły mnie i zachęciły do działania. Wdrapałem się z powrotem na jego ciało i wpiłem gwałtownie w jego usta, złączając ze sobą nasze miednice i ocierając się o niego swoim penisem, który już był gotowy do naszej dalszej zabawy. Nie przerywając pocałunku sięgnąłem do półki przy łóżku i wygrzebałem z niej prezerwatywę. Uświadomiłem też sobie nagle, że nie posiadam czegoś takiego jak nawilżacz i miałem ochotę walnąć się za to, ale powstrzymałem się. Będę musiał użyć czegoś innego…
- Odwróć się – wymruczałem cicho, głaszcząc go po bokach. Potulnie wykonał moją prośbę, cichutko skomląc, gdy zacząłem masować jego cudowne pośladki. Złożyłem kilka pocałunków na jego szerokich i umięśnionych plecach, aby po chwili zjechać ustami na dół. Louis chyba wiedział co zamierzam zrobić, bo nieco się spiął, więc powróciłem pocałunkami w górę jego pleców.
- Nie bój się, Louis – szepnąłem do jego ucha. – Chcę tylko, żeby było ci dobrze.
Przytaknął lekko głową, więc wziąłem to za znak do kontynuowania. Ponownie skierowałem swoje usta niżej, przejeżdżając w między czasie palcem wzdłuż jego kręgosłupa aż dotarłem do jego pośladków. Przejechałem nim po jego wejściu, na co sapnął i wypiął się jeszcze bardziej.
Polizałem swój palec i delikatnie, tak, aby nie sprawić mu bólu, wsunąłem czubek do środka. Napiął wszystkie mięśnie, więc szybko pocałowałem jego plecy, mamrocząc mu do ucha, że jest wspaniały i że naprawdę będzie czuł się dobrze. Poczekałem, aż się rozluźni i wepchnąłem palec trochę dalej, tym razem otrzymując w nagrodę jęk przyjemności.
- Widzisz? – szepnąłem do jego ucha, wykonując powolny ruch palcem. Znów jęknął i bardziej wypchnął swój tyłek. – Pomyśl sobie jakie to będzie uczucie, gdy w ciebie wejdę – dodałem, przygryzając jego kark, sam wyobrażając sobie ten moment. Obydwoje cicho jęknęliśmy. – Gdy będę się w tobie poruszał aż w końcu obydwoje dojdziemy…
Uśmiechnąłem się, gdy Louis znów wykonał ruch swoimi biodrami. Wycałowałem sobie ścieżkę na jego plecach, zastępując palec językiem. Louis wciągnął ze świstem powietrze, gdy przejechałem nim po jego wejściu. Byłem już boleśnie twardy, drugi raz w tym dniu, a jeszcze nawet nic takiego wielkiego nie zrobiliśmy.
Po kilku chwilach odsunąłem się od jego słodkiego tyłeczka, znów kierując swoje pocałunki do góry, przez jego plecy do karku.
- Odwróć się, Louis – wymruczałem do jego ucha.
Wykonał moje polecenie i już po chwili leżał pode mną – ze świecącymi oczami, które były lekko przymknięte, rozchylonymi ustami i zarumienionymi policzkami. Posłałem mu ciepły uśmiech, po czym rozerwałem zębami opakowanie prezerwatywy. Louis z krzywym uśmieszkiem wziął mi ją z dłoni i wprawnym ruchem umieścił ją na moim, stojącym w pełnej gotowości, członku.
- Dalej, Harry – zachęcił mnie, obejmując mnie w pasie nogami. – Podobno miałeś mnie pieprzyć, pamiętasz? Chyba, że chcesz, żebym powiedział twojej mamie, że źle się zachowywałeś…?
Oblizałem kokieteryjnie usta i nakierowałem swoje penisa na jego wejście.
- Zrobiłby to pan, panie Tomlinson? – sapnąłem, wsuwając się powoli w niego.
Zacisnął ręce na moich plecach, odrzucając głowę w tył i eksponując przede mną swoją piękną szyję, na której znajdowało się już kilka malinek. Pochyliłem się i po raz kolejny tego wieczoru pocałowałem jego szyję. Wykonałem pierwsze powolne pchnięcie biodrami i jęknąłem głośno, bo uczucie było niemożliwe.
- Harry, Harry, Harry, kurwa… och, Boże, Harry! – wysapał Louis, ściskając dłońmi moje ramiona. Mocniej zacisnął swoje nogi wokół mojego pasa, przez co wszedłem w niego jeszcze głębiej, wywołując obustronne jęknięcie.
Podparłem się rękami po obu stronach jego twarzy i wykonałem kolejne pchnięcie. Starałem się być delikatny, bo nie chciałem sprawić mu krzywdy, ale z każdą chwilą traciłem nad sobą panowaniem i byłem naprawdę bliski pieprzenia jego słodkiego tyłka.
- Och, kurwa… Louis! – jęknąłem, opierając swoje czoło o jego. Nasze ciała pokrywała już lśniąca warstwa potu, nasze ciała co chwile ocierały się o siebie, a pokój wypełniały nasze jęki, sapnięcia i przekleństwa.
- Miałeś… uch, miałeś mnie pieprzyć Harry, pamiętasz? – wyjęczał Louis, a jego ciało wygięło się w łuk, gdy zwiększyłem siłę pchnięć. – Chyba, że nadal jesteś niegrzecznym chłopczykiem i… och, kurwa, i nie dotrzymasz słowa.
Przygryzłem wargę, znów wykonując mocne pchnięcie, powodując, że Louis krzyknął moje imię. Widząc, że jest już blisko, tak samo jak ja, wziąłem w dłoń jego twardego penisa i zacząłem mu obciągać w rytm moich pchnięć. Naprawdę niewiele brakowało, abyśmy doszli; byliśmy obydwoje na krawędzi i desperacko pragnęliśmy uwolnienia.
- Ha…Harry, kurwa, zaraz… dojdę… - wysapał Louis, wychodząc swoimi biodrami naprzeciw moim pchnięciom. – Mocniej, proszę… Musisz… pieprzyć mnie mocniej!
To zdanie sprawiło, że wykonałem ostatnie mocne pchnięcie i głośno jęknąłem, gdy doszedłem, w kółko powtarzając imię Louisa. W tym samym momencie poczułem jak ciepła ciecz znalazła się na moim brzuchu, a ochrypły od krzyków głos Louisa jęczy moje imię.
Opadłem bezsilnie na jego ciało, z szaleńczo bijącym sercem. Nigdy w życiu nie doświadczyłem czegoś tak intensywnego jak to. Wraz z spermą wystrzeliłem chyba wszystkie szare komórki, bo w tej chwili nie potrafiłem skleić żadnej spójnej myśli.
Próbowałem jakoś uspokoić swój oddech, ustabilizować rytm serca i drżenie ciała, ale za nic nie potrafiłem tego zrobić. Louis chyba też odczuwał to samo co ja, bo słyszałem jak jego serce łomocze w jego piersi. Uniosłem głowę, napotykając jego twarz, na której rozciągał się szeroki i błogi uśmiech poorgazmowy.
Nachyliłem się i złożyłem na jego opuchniętych ustach pocałunek. Otwarł swoje oczy, leniwie mi się przyglądając. Sięgnął dłonią do moich włosów, które przykleiły mi się do czoła, i odgarnął je z mojej twarzy.
- Byłeś bardzo grzeczny, Harry – wychrypiał, całując mnie lekko w usta. – Jestem z ciebie zadowolony.
Zamruczałem w odpowiedzi, przejeżdżając nosem wzdłuż jego szczęki, przy okazji składając na niej kilka pocałunków. Louis uśmiechnął się, gładząc opuszkami palców moje plecy i wtulając twarz w moją szyję.
- Chyba częściej będę przychodził się tobą opiekować – stwierdził, parskając śmiechem.
- Zdecydowanie – odparłem, obejmując go w pasie i kładąc głowę na jego piersi.
To były definitywnie najlepiej spędzone święta.

czwartek, 22 maja 2014

Bardzo proszę przeczytajcie...

Błagam, żebyście wszyscy pamiętali, że to nie ja piszę te imaginy! Wszystkie gratulacje należą się wspaniałym autorkom, które ja sama podziwiam! Kocham was wszystkich, ale pamiętajcie, że ja sama też jestem tylko czytelnieczką, która się trooochę peszy, kiedy gratulujecie mi za coś, czego nie napisałam. Moje jedyne blogi i dzieła to:

http://onedirectioniandrea.blogspot.com/

http://sad-teenagers-story.blogspot.com/

http://everybody-are-lovely-inside.blogspot.com/

http://everything-is-perfect-before-a-lie.blogspot.com/

http://nie-moje-a-twoje.blogspot.com/2012/12/niall-moje-xd.html


środa, 29 stycznia 2014

Jeśli jesteś Directioner - koniecznie musisz to przeczytać. :)

Według mnie ten tekst powinna przeczytać każda Directioner, ja osobiście miałam łzy w oczach i nadal jestem w szoku po przeczytaniu tego, enjoy :)

ps.: wiem, że mała czcionka, ale nie da się zrobić większej :C
pps.: polecam słuchanie <LINK> przy czytaniu :)



niedziela, 1 grudnia 2013

Ziall

OMG OMG OMG kooooooocham! <3 Czy tylko ja robię tu fangirling????

link do oryginału: http://www.twitlonger.com/show/kmehon
autor: nie da się wejść na tego twittera T_T
___________________________________________________

Nigdy nie zastanawiali się czemu tak jest,że jeżeli odpowiedni ludzie się ze sobą spotykają i powoli w sobie zakochują aż w końcu dochodzi do takiego momentu,że nie mogą bez siebie żyć?

Kiedy pierwszy raz się spotkali pomyśleli,że będą idealnymi przyjaciółmi, lecz każde kolejne spotkanie prowadziło do czegoś więcej, a żaden z nich nigdy nie przypuszczał że między nimi zrodzi się nierozerwalna więź. Kiedy rodzina staje przeciwko temu, jeden z nich po jakimś czasie postanawia walczyć o miłość, którą w pewien sposób zatracił.

~.~

- Mógłbyś mnie w końcu przytulić? - szepnął Zayn do blondyna leżącego tuż obok niego.
- Wiesz co ci powiem? Równie dobrze ty też możesz przytulić mnie - powiedział Nialler szczerząc się do Zayna w sposób który Malik uwielbiał.
- No wiesz, że uwielbiam kiedy mnie przytulasz Niall - kontynuował, gdy ten w końcu uległ i mocno przytulił przyjaciela.

Hmmm, przyjaciela? Od jakiegoś czasu ich przyjaźń przeradzała się w coś dziwnego. Wiedzieli,że zachowują się inaczej niż zwykli chłopcy, ale tłumaczyli to sobie w taki sposób, że kochają się jak przyjaciele.
Ich wspólni przyjaciele, zaczęli podejrzewać, że Niall'a i Zayn'a łączy znacznie więcej niż tylko przyjaźń, gdyż sposób w jaki na siebie patrzyli dawał sporo do myślenia.
Niall jak i Zayn dementowali te podejrzenia równie szybko jak one powstawały.
Uwielbiali się spotykać, kochali swoje towarzystwo, ale była jedna rzecz, która sprawiała że chodzili smutni.

~.~

- Gdzie jesteś? - blondyn o specyficznym kolorze tęczówek wysłał wiadomość do Zayna o tej treści. Czekał u siebie w domu, czekał aż w końcu zobaczy go po tygodniowej przerwie, ponieważ on spędzał ten czas w Londynie, zaś Zayn w Bradford z rodziną.
Malik pojechał do rodzinnego miasta także w celu zakończenia swojego związku z Perrie, każdego wieczoru opowiadał Niall'owi że się źle czuje będąc z nią, mimo iż początkowo uważał że jest to kobieta jego życia, z czasem jednak wiele się zmieniało i zaczął pałać dziwnym uczuciem do Niall'a.
Blondyn nie otrzymał wiadomości z odpowiedzią lecz nagle, w mgnieniu oka Zayn pojawił się w domu. Policzki Niall'a zaróżowiły się, radosny przytulił Zayna, tak mocno jakby nie widzieli się od kilku miesięcy, można powiedzieć, że Zayn to odwzajemnił, jednak było widać że coś go trapi.
Zayn, rzuciwszy kurtkę w kąt, poszedł do salonu i opadł na kanape. Blondyn szybko zajął miejsce obok niego, lekko gładząc czuprynę Malika zapytał o co chodzi.
- Niall.. bo my musimy to zakończyć - powiedział ze spokojem jednak było słyszalne że głos mu zadrżał.
Niall momentalnie posmutniał, ale wciąż miał nadzieje że Zayn chce mu zrobić żart.. głupi i wcale nie śmieszny żart.
- Zayn - zaczął spokojnie-Możesz mi powiedzieć co za głupstwa wygadujesz?-dokończył ale kamienna twarz Zayna, powoli uświadamiała go że on w cale nie żartuje a jego słowa są aż nad wyraz prawdziwe.
- Zayn! nie mów tak! proszę.. - blondyn wykrzyczał jednak Zayn nie dawał z zewnątrz po sobie poznać, że cokolwiek chce powiedzieć aby zmienić coś w tej sprawie. Bez słowa wstał i stanął na przeciwko tego drugiego. Niall popatrzył mu w oczy i uświadomił sobie że słowa wypowiedziane przez Zayna są prawdziwe. Pomyślał że może to by ostatni raz kiedy spojrzy w jego przepiękne czekoladowe oczy. Bez zastanowienia ujął twarz Zayna w dłonie i mimo lekkiego sprzeciwu Malika, pocałował go. Tak delikatnie i czule, pierwszy raz pocałował Zayna..Ten popatrzył tylko na niego zbitym wzrokiem, odwrócił się wziął kurtkę i po prostu wyszedł.
Zrezygnowany Niall usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach, teraz doskonale wiedział że ich pierwszy pocałunek jest zarazem ostatnim. Teraz już był pewny swoich uczuć..

~.~

Po magicznym pocałunku Zayn wiedział że jest zakochany,ale gdyby nie zakończył tego byłby skończony w oczach swojej rodziny. Dobrze wiedział że zranił blondyna, wiedział że popełnił błąd. Chciał go teraz mocno przytulić i zatracić się w jego cudownych błękitnych oczach-chciał znów posmakować jego ust, ale wiedział że już stracił wszystko.

~.~

Bardziej wrażliwy Niall nie mógł się z tym pogodzić.
Przecież prawdziwi przyjaciele nie robią takich rzeczy.. Czy jednak tak przyjaźń była fikcją a Zayn widział tylko czubek swojego nosa? Wciąż zadawał sobie milion pytań. Ale niestety nie mogł od tak sobie dać spokoju, i zapomnieć bo był cholernie zakochany.Jego obecność zawsze sprawiała ze czuł się lepiej, sprawiała,że był najszczęśliwszą osobą na świecie, a on? popsuł to wszystko w kilka minut.

***

Przez niemal cały czas nierozłączni przyjaciele starają się za wszelką cenę żyć osobno..Jest trudno.

MIJA MIESIĄC.

Obydwoje starają się zapomnieć o osobie i o wszystkim co razem przeszli, jest to najtrudniejszy okres w ich życiu, jest im bardzo ciężko.
Niall, nie potrafi być silny, przepłakał kilka nocy my śląc o Zaynie. Nie daje sobie rady a jedyne co mogłoby uleczyć jego złamane ręce to tylko uścisk silnych ramion Zayna na jego kruchym ciele.

Zayn, ten zawsze silniejszy, kompletne przeciwieństwo Nialla, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają.
Jest mu ciężko. I Nagle postanawia wszystko zmienić, wszystko naprawić. Jest pewny swoich uczuć, wie dobrze co czuje do Nialla,oraz wie gdzie jest jego miejsce.

~.~

Niall siedzący w kuchni, niespodziewanie słyszy dzwonek do drzwi. Nie ukrywa zdziwienia gdyż nie oczekiwał żadnych gości. Otwiera drzwi a jego serce na moment się zatrzymuje tak jak i wszystko dookoła.
Przed sobą widzi miłość swojego życia.

- Przepraszam Niall, tak bardzo cię przepraszam - mówi a po jego policzkach spływają łzy. Niall stoi i robi to samo, zaczyna płakać. Zayn niespodziewanie go przytula i wpija się w jego usta... - Kocham Cię Niall- szepcze. 
- Ja ciebie też - Niall odpowiada - ale proszę cię.. nie zostawiaj mnie więcej .. I can't live without you..

Harry/Niall

ZNALEZIONE DLA KOCHANEGO ANONIMKA!! 

mój komentarz: Bardzo fajne zestawienie fantastyki, sama mam nadzieję, że będzie następna część, ale na to się nie zapowiada, mam nadzieję, że wam się spodoba :D

______________________________________________________________



Demony władają duszą każdego człowieka. Każdy człowiek jest marionetką diabła. 
Jednak istnieją pewne wyjątki. Nie są to ludzie, ale ziemnokształtni - istoty człowiekopodobne. 
Gdyby nie oni, zapewne świat już doszczętnie zostałby pogrążony. Pomimo to, że są wyjątkowi i mają nadprzyrodzone zdolności, każdy z nich kiedyś i tak stanie się człowiekiem. Mianowicie, od urodzenia są przystosowywani do walki ze złem. Szkolą swoje moce, uczą się jak poprawnie ich używać. Kiedy są nastolatkami, powoli zaczynają walczyć z demonami. Z każdą walką słabną aż do momentu utraty mocy. Wtedy zamieniają się w ludzi, jednak u każdego ziemnokształtnego ten czas nadchodzi w innym momencie życia.
Istnieje również coś takiego jak egzekucja. Jest to proces totalnego obezwładnienia mocy oraz ich odebrania. Kroki te podejmuje się gdy ziemnokształtny zdradzi swoje plemię, bądź też na jego własne życzenie.

Przewróciłam kartkę i podparłam głowę na ręce, ponownie zagłębiając się w lekturze. Spojrzałam na zegarek, który wisiał nad głową naszego profesora - najstarszego ziemnokształtnego w historii naszego istnienia. W całym swoim życiu wziął udział tylko i wyłącznie w dwóch walkach. To niesamowite na jak długo zachował swoje moce, z którymi zapewne umrze, no bo przepraszam, ale taki staruszeczek chyba nie weźmie już udziału w żadnym starciu z potężnym demonem.
- Dobrze moi drodzy. Idźcie na lekcję przemiany. Nie będę was zatrzymywał dłużej. Doczytajcie resztę w domu, dobrze?
Cała nasza szóstka przytaknęła niemrawo po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Wyszłam z sali jako ostatnia. Jak zwykle z resztą. Byłam jedyną dziewczyną w tej grupie, a kumplom mojego brata nie bardzo paliło się do zapoznania z jakąś błahą nastolatką. No bo przecież to w mężczyznach siła i od mężczyzn zależy przyszłość naszego świata. 
Będąc szczera, mnie jakoś nie specjalnie zależało na ich uwadze. No może poza jednym z nich, ale to przecież było oczywiste, że nigdy nie zwróci na mnie swojej uwagi.
Weszliśmy do szatni gdzie zostawiliśmy swoje torby i usiedliśmy na ławkach czekając na trenera.
- Jak myślicie, w co się zmienicie? - zapytał mój brat
- Chciałbym być czymś przebiegłym. - Odpowiedział Zayn z wyraźną ekscytacją - A ty Niall?
- Biorąc pod uwagę moje geny chyba będę tygrysem.
W tym samym momencie do pomieszczenia wszedł młody postawny mężczyzna, który był naszym trenerem. Dał nam do zrozumienia, że natychmiast powinniśmy wyjść na arenę. Chłopcy w podskokach zerwali się z miejsc ty samym popychając się nawzajem. Pokręciłam tylko głową z rozbawienia widząc jak dziecinni byli pomimo, że byli już dorośli.
Ustawiliśmy się w rzędzie uważnie patrząc na chodzącego w tę i z powrotem trenera.
- Przemiana to jedna z najłatwiejszych rzeczy, której się nauczycie. Każdy z was przemieni się w inne zwierzę. To oczywiste. Jednak niezależnie w co się przemienicie, każde z was będzie tak samo istotne w walce na swój własny sposób. W takim razie zaczynamy. Pełne skupienie. Harry, ty pierwszy.
Na wypowiedziane imię moje serce od razu zabiło dwa razy szybciej. Spojrzałam na niego jak cała reszta. W pełni skupienia stanął przed szeregiem, uważnie wpatrując się w jeden punkt. Gwałtownie zerwał się z miejsca i zaczął biec z niesamowitą prędkością aby po chwili skoczyć i zamienić się w potężnego lwa.
Na jego widok dosłownie zaparło mi dech w piersiach. Był niesamowity nawet i w tej postaci. Z transu dopiero wybudziły mnie oklaski czwórki chłopaków, do których w tym momencie dołączył również chłopak, który jeszcze przed chwilą stał po drugiej stronie areny w postaci lwa.
- [T.I], teraz ty. - Zwrócił się do mnie mężczyzna.
Niemrawo przytaknęłam po czym ustawiłam się na wyznaczonym miejscu. Odetchnęłam głęboko odrzucając od siebie towarzyszący mi stres. Zaczęłam biec, czując jak moje serce przyspiesza tempa. Po chwili otoczenie nabrało zupełnie innych kolorów, a zamiast na dwóch nogach poruszałam się na czterech białych łapach. Zaraz, zaraz, JAK TO BIAŁYCH?!
Szybko powróciłam do swojej normalniej postaci i w mgnieniu oka znalazłam się przy zszokowanej szóstce.
- Co? Co się dzieje? - pytałam przerażona
- Ty.. Nie, nie. To jest niemożliwe. - Zaprzeczał mężczyzna
- Co jest niemożliwe! - krzyknęłam chcąc się dowiedzieć wszystkiego jak najszybciej
- Ona... To kompletny wybryk natury! - oznajmił Harry, jako pierwszy wyrywając się z transu. Nie powiem, zabolały mnie jego słowa i to cholernie. Przypuszczam, że gdyby powiedział do Zayn, Liam, Lou, albo nawet mój brat, Niall, nie wyrządziłyby mi tyle krzywdy co jego. - Ona tylko i wyłącznie nas shańbi. - Wysyczał przez zęby.
Ostatkami sił powstrzymując łzy podeszłam do niego i twardo stanęłam na ziemi. W zasadzie nie miałam pojęcia co chcę mu powiedzieć. W głowie miałam totalną pustkę.
- Jesteś takim dzieckiem. - Zaśmiałam się cicho pod nosem po czym wypuszczając pierwsze łzy odwróciłam się na pięcie i czym prędzej pobiegłam do szatni następnie z trzaskiem zamykając za sobą drzwi.
Słone krople strumieniami spływały po moich policzkach. Usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłoniach starając się stłumić jakiekolwiek odgłosy.
Dlaczego to właśnie ja zawsze muszę być tym najsłabszym ogniwem? Bo co? Bo jestem dziewczyną?! Nienawidzę tego!
Usłyszałam jak drzwi gwałtownie się otwierają a po chwili czyjeś ramiona mocno mnie obejmowały.
- Ćsi, [T.I], nie płacz. Proszę nie płacz. - Błagał jednocześnie się ze mną kołysząc
- Dlaczego Niall? Dlaczego akurat biała puma? I dlaczego akurat ja?
- [T.I] ja... Ja nie wiem, ale proszę cię, nie płacz.
- Nie rozumiesz, że on ma rację?! - krzyknęłam odrywając się od niego i spoglądając w oczy - Jestem beznadziejna. Biała puma od zawsze była wybrykiem natury. W całej historii ziemnokształtnych przemieniły się w nią tylko dwie osoby. Dlaczego ja muszę być tą trzecią?! - rozpaczałam, ponownie się w niego wtulając - Wolałabym być jaszczurką, którą można łatwo rozdeptać niż chodzącą hańbą.
- Nie waż o sobie tak mówić. To, że Harry ci powiedział, że przynosisz nam wstyd, nie znaczy, że tak jest.
- Niall, ty nic nie rozumiesz!
Naszą rozmowę przerwał postawny mężczyzna, który właśnie wszedł do pomieszczenia. Skinieniem głowy poprosił Niall'a aby zostawił nas samych. Chłopak wstał i spojrzał na mnie z troską następnie zostawiając nas samych. Poprawiłam się na miejscu i wytarłam mokre od łez policzki aby jako tako dostosować się do rozmowy z nauczycielem. Trener dosunął ławę i usiadł naprzeciwko mnie.
- Czego uczyliście się o białych pumach? - zapytał łagodnie co nieco mnie zdziwiło, zważając na fakt, iż zawsze był surowy oraz stanowczy.
- Że... Do dzisiaj istniały tylko dwie białe pumy. - Wykrztusiłam czując jak do moich oczu napływa kolejna fala łez - I że to znak hańby i wstydu, ponieważ to nie zdarza się w każdym pokoleniu. - Pociągnęłam nosem
- To są mity [T.I]. Białe pumy to niezwykle delikatne, ale i niezwykle potężne zwierzęta. Otrzymać taki dar to wyróżnienie. Wcale nie przyniesiesz wstydu chłopakom. Wręcz przeciwnie. Stworzycie razem silną drużynę nie do pokonania.
- Ale Harry powiedział, że..
- A Harry, Harry - przerwał mi - Co Harry?! Zamienia się w lwa i myśli, że jest perfekcyjny, a nawet nie wie, że jak to powiedział Hańba dla ziemnokształtnych bije go na głowę.
Spojrzałam na mężczyznę szeroko otwartymi oczyma. Na jego ustach zauważyłam cień uśmiechu, na który mimowolnie się zaśmiałam. - Chodź. Dzisiaj wasz pierwszy obchód.
Przytaknęłam po czym razem z nim wstałam i ponownie ruszyłam na arenę. Od razu podszedł do mnie Niall i opiekuńczo objął ramieniem.
- Jest dobrze. Dziękuję braciszku. - Uśmiechnęłam się następnie dając mu krótkiego całusa w policzek.

- Tylko rozglądajcie się uważnie. Miejcie głowę na karku. Jeśli cokolwiek zauważycie od razu macie się przemienić, jasne? No może oprócz [T.I], bo z jej stylowym kolorkiem od razu nas zdemaskują. - Zaśmiał się, idąc cały czas pewnie przed siebie
- Harry, daj jej już spokój. To nie jest jej wina.
- A czyja, Zayn? Może gdyby była inna, albo nie wiem... Była facetem, nie przynosiłaby nam wstydu.
Mulat spojrzał na mnie ze współczuciem. Jednak ja od razu spuściłam wzrok. Nie chciałam żeby ktokolwiek dostrzegł mój ból. Nie chciałabym żeby ktokolwiek się mną przejmował. Ale bądźmy szczerzy. Oprócz rodziny, nikt inny się mną nie przejmował.
Między nami ponownie zapanowała cisza. Zagryzłam mocno dolną wargę, aby powstrzymać cisnące się do moich oczu łzy.
Harry'ego kochałam od piaskownicy. Jednak on nigdy nie zwrócił na mnie uwagi. Wolał inne koleżanki.
- Okej. W takim razie się rozdzielmy. - Oznajmił Niall - Ja z Lou idziemy na wschód, Zayn z Liam'em na zachód, a Harry z [T.I] mają sobie coś do wyjaśnienia, więc pójdą dalej we dwójkę. Spotkamy się wszyscy w Karczmie.
- Niall, nie mówisz poważnie? - zapytałam z przerażeniem, podchodząc do chłopaka
- Zaufaj mi, wiem co robię. - Szepnął następnie przytulając mnie na pożegnanie. Wszyscy jak na zawołanie zniknęli w głębi lasu, pozostawiając mnie tylko i wyłącznie pod opieką Styles'a. Niepewnie odwróciłam się do niego przodem i po raz pierwszy od południa na niego spojrzałam.
Tupał o podłoże nogą czekając na mnie z niecierpliwością. Westchnęłam, niechętnie ruszając we wskazanym przez brata kierunku.
- Powiedz mi jak to jest być takim wybrykiem natury? - zaczął, jednocześnie znajdując się przy moim boku
- Nie jestem wybrykiem natury.
- Owszem, jesteś.
Przymknęłam powieki czując, jak robię się coraz bardziej słabsza psychicznie. Każde jego słowo było jak nowy cios nożem, prosto w serce.
Zatrzymał się, jednak ja nie miałam takiego zamiaru. Cały czas brnęłam przed siebie aby jak najszybciej się od niego uwolnić. Zauważyłam cień nad moją głową, a po chwili drogę zagrodził mi wściekły lew, który jakby szykował się do skoku na mnie.
- Co chcesz przez to osiągnąć, co? - zapytałam jak najbardziej pewnie - Mamy współpracować, a nie ze sobą walczyć.
- Nie będę współpracował z kimś, kto powinien był zostać poddany egzekucji.
Na jego słowa zamarłam. Naprawdę życzył mi egzekucji? Przecież ziemnokształtni giną w tych procesach. Nie zawsze, ale często tak się zdarza!
Moje oczy momentalnie się zaszkliły. To jedno zdanie sprawiło, że wszystko co powiedział dzisiaj trener stało się nic nieznaczącymi słowami.
Spojrzałam na niego z nienawiścią. W tym samym momencie rzucił się na mnie, przyciskając mnie swoim ciężarem do ziemi. W mgnieniu oka przemieniłam się w to nieszczęsne zwierzę i zaczęłam się bronić jak tylko mogłam. W te pędy zepchnęłam go z siebie i przeturlałam tak, że stałam na czterech łapach. Obydwoje w tym samym momencie się na siebie rzuciliśmy, rozpoczynając walkę. Wbiłam w niego pazury na co głośno ryknął i upadł na ziemię. Uderzył mnie swoją łapą tak, że z dużą siłą uderzyłam o pobliskie drzewo. Jednak to nie powstrzymało mnie od dalszego ataku. Poczułam jak jego ostre pazury przejeżdżają po moim policzku, tym samym pozostawiając po sobie trzy ślady. Zaczęłam biec jednak kiedy dotarłam do końca ścieżki okazało się to ślepą uliczką. Harry biegł tuż za mną tym samym spychając mnie ze spadu. Obydwoje w chwili upadku przemieniliśmy się z powrotem w ziemnokształtnych. Skrzywiłam kiedy wylądowałam na ziemi w dodatku z chłopakiem na moim ciele. Zepchnęłam go z siebie i syknęłam w bólu, który odczuwałam w żebrach.
- [T.I], ja... - zaczął tym samym klękając koło mnie - Ja nie chciałem. Przepraszam. - Szepnął starając się dotknąć mojego policzka, z którego ciekła krew. Automatycznie przekręciłam głowę na bok tym samym zaciskając powieki mocniej z bólu.
- Zostaw mnie.
Wzięłam głęboki oddech tym samym starając się podnieść z ziemi. Niemalże od razu spróbował mi pomóc jednak ja od razu odrzuciłam jego rękę. Pomimo okropnego ucisku w żebrach podniosłam się o własnych siłach. W mojej głowie roiło się od milionów myśli. Okropny natłok. Jednak jednego byłam pewna w stu procentach. Harry dostanie to czego chce.
- [T.I], zaczekaj! - krzyknął za mną jednak ja nie miałam zamiaru się zatrzymać.
Wskoczyłam do jeziora, które było jedyną drogą do Karczmy pomimo okropnego bólu, nie zatrzymałam się ani razu. Po prostu płynęłam coraz to głębiej. Zauważyłam koło siebie Styles'a, który mimo wszelkich moich protestów chwycił mnie mocno w pasie i pomógł dopłynąć do pub'u.
Kiedy stanęliśmy na mokrej ziemi od razu wyrwałam się z jego uścisku i weszłam do środka.
- [T.I], błagam...
- Nie. - Odwróciłam się do niego gwałtownie - Nie błagaj, nie przepraszaj, bo to wszystko jest gówno prawdą. Nienawidzisz mnie od zawsze, wiem to, ale życzyć komuś egzekucji? Naprawdę potrafiłeś się zniżyć do takiego poziomu? Ale powiem ci jedno. Już niedługo Styles... Dostaniesz to czego chcesz. - Wysyczałam po czym ruszyłam na zaplecze ignorując wszystkich zainteresowanych sytuacją.
Chwyciłam kartkę i długopis. Usiadłam na ziemi w kącie i zaczęłam pisać wszystko co przychodziło mi na myśl. Gdy skończyłam położyłam list we w miarę widocznym miejscu po czym po cichu opuściłam Karczmę tylnym wyjściem. Gdy tylko znowu znalazłam się w lesie, zachowując jak największą ostrożność udałam się na Wzgórze Trybunału, gdzie znajdował się sąd wykonujący egzekucje.
Niepewnie weszłam do chłodnego zamku, w którym panował spokój i ciemność, którą przebijało światło księżyca wpadające przez wielkie okna.
Usłyszałam głośny krzyk, na którego dźwięk szybko zaczęłam się wycofywać. Będąc ponownie przy drzwiach usłyszałam głos, który mnie zatrzymał.
- Dobry wieczór moje dziecko. Czego tutaj szukasz? - zapytał młody mężczyzna ubrany w czarny płaszcz. Przełknęłam ciężko ślinę i odwróciłam się do niego przodem.
- Ja... Ja chciałam...
- Wiem czego chciałaś. - Przerwał mi - Egzekucji. - Na jego słowa niemrawo przytaknęłam - Jesteśmy tutaj po to, aby ci pomóc. - Uśmiechnął się, wyciągając w moim kierunku dłoń. Spojrzałam na nią niepewnie, z nerwów przygryzając dolną wargę. Przecież właśnie dlatego tutaj przyszłam, więc dlaczego się wahałam? Miałam złe przeczucia? Szybko się otrząsnęłam i chwyciłam jego lodowatą dłoń, na której dotyk od razu zadrżałam. Ścisnął ją mocno i pociągnął w kierunku drzwi, z których przed sekundą dobiegał krzyk. Zaczęłam stawiać opór. Nie zniosłam bym tego widoku. Jednak mężczyzna był silniejszy. Przyciągnął mnie do siebie a następnie wepchnął do pokoju, zatrzaskując za mną drzwi. Podniosłam się z podłogi rozglądając po pomieszczeniu. Byłam w nim sama. Jedyną rzeczą było świeżo posłane drewniane łóżko z licznymi zadrapaniami. Przełknęłam ciężko ślinę przejeżdżając po jasnych wgłębieniach. Nagle poczułam się okropnie senna. Ściągnęłam buty oraz bluzę następnie kładąc się na łóżku i przykrywając szczelnie kołdrą. Poczułam jak powoli zaczynam odpływać, jednak na samym skraju do życia przywrócił mnie głośny krzyk, który należał do... Harry'ego?
- Gdzie ona jest?! Gdzie ona do cholery jest?!
Gwałtownie zerwałam się z łóżka, jednak jakaś siła ponownie mnie do niego przytwierdziła. Nie potrafiłam się ruszyć.
- Nie pamiętasz co do ciebie powiedział? Ty wcale nie chciałaś egzekucji. To on jej pragnął. Głupia [T.I] poświęca się dla takiego idioty jakim jest Harry Styles. - Usłyszałam znajomy głos.
- Już po całym procesie? - zapytałam patrząc w sufit
- Jeszcze nie, ale Styles znacznie go przyspieszy.
- Ja nie wiem, czy naprawdę tego chcę.
Momentalnie poczułam straszny uścisk w klatce piersiowej.
Jak na zawołanie w mojej głowie pojawiły się obrazy z dzisiejszego dnia gdy chłopak mnie poniżał. Moje policzki od razu zrobiły się mokre od łez.
- Przestań, przestań! - krzyczałam błagalnie
- [T.I]! - usłyszałam jego głos, następnie dobijanie się do drzwi.
Nie potrafiłam się poruszyć, pomimo że nie byłam przywiązana. Czułam jak moje ciało zaczyna się robić coraz to cięższe.
Przez moją klatkę piersiową ponownie przeszłą fala bólu przez co tym razem nie mogłam się już powstrzymać od krzyku. Starałam się oderwać od łóżka jednak moje starania na nic się nie zdały.
- Wypuść ją stamtąd! - usłyszałam krzyk Harry'ego zza drzwi
- Harry, błagam pomóż mi!
Na moją prośbę nagle zapanowała cisza jednak po chwili chłopak ponownie próbował dostać się do pomieszczenia.
- On tylko pogarsza całą sprawę. Sprawia że cierpisz. Gdyby nie on, bolało by mniej.
Czułam jak moje ciało przestaje znosić ból. Stawałam się coraz to słabsza, a każdy uścisk sprawiał, że coraz ciężej było mi złapać jakikolwiek oddech.
W końcu poczułam najmocniejsze ze wszystkich uderzeń, jednak nie miałam już siły aby nawet krzyknąć. Poczułam jak moje ręce i nogi leżą swobodnie na łóżku, jednak jak dla mnie były za ciężkie by je podnieść. Po chwili znalazłam się w zupełnie innym pomieszczeniu, do którego w tym samym momencie wpadł Harry wraz z Niall'em.
- [T.I]! O mój Boże, [T.I]! - krzyknął zrozpaczony blondyn od razu znajdując się przy mnie. Kątem oka zauważyłam zapłakanego bruneta, który najwyraźniej nie wierzył w to co widzi. Poczułam dłoń mojego brata na moim policzku - Coś ty najlepszego zrobiła? - szepnął pociągając nosem - Boże, [T.I].
Chciałam mu tyle powiedzieć, jednak nie potrafiłam wydusić z siebie najmniejszego słowa.
- Możesz zostawić nas na chwilę samych? - wydukał drugi chłopak, niepewnie podchodząc do łóżka. Niall spojrzał na niego powoli wstając
- To wszystko twoja wina! - wykrzyczał mu prosto w twarz - Ona ma dopiero szesnaście lat, rozumiesz! Nikt nie przeżył egzekucji w tak młodym wieku, nikt! - dodał następnie wybiegając z pomieszczenia. Brunet schował twarz w dłoniach i zaczął płakać jak małe dziecko. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Przypuszczam nawet, że moje policzki ponownie stały się mokre jednak w tym momencie już niczego nie byłam w stanie wyczuć.
Spojrzał na mnie z okropnym bólem w oczach. Następnie niepewnie usiadł na wolnym miejscu. Delikatnie chwycił moją dłoń i przyłożył do swoich ust, aby ją pocałować.
- Tak bardzo cię za to przepraszam. To ja powinienem leżeć na twoim miejscu. - Dukał - Błagam, nie płacz przeze mnie.
Zmobilizowałam w sobie wszystkie możliwe siły i wzięłam głęboki oddech.
- Harry? - wychrypiałam
- Nie mów nic. Musisz odpocząć. Nie możesz mnie zostawić, rozumiesz? Nie możesz sobie tak po prostu odejść.
W tym samym momencie poczułam okropny ucisk w okolicy serca. Wszystko zaczęło powoli tracić na ostrości i jasności aż w końcu zapanowała ciemność.
W mojej głowie jedynie odbijały się krzyki wymieszane z płaczem. Jednak i one po chwili ucichły.

Myślisz, że demony nie istnieją? Że wszystko co złe dzieje się bez przyczyny? Że nie ma swojego źródła? W takim razie twoja wiedza na temat świata, a nawet życia, jest niewielka.
To one są najgorszym wrogiem. Potrafią zawładnąć nami, naszymi uczuciami. Potrafią nas zmusić niemalże do wszystkiego. Nie sztuką jest z nimi walczyć. Sztuką jest stanąć przed nimi z uniesioną głową i nie dać się od tak sobie omotać wokół palca. Dopiero wtedy jesteś zwycięzcą...

Liebster Award

Dostałam od http://problems-are-part-of-life.blogspot.com
btw.: Polecam blog, właśnie mnie zainteresował i chyba zamierzam zacząć czytać :D
http://my-happiness-is-very-sad.blogspot.com/2013/07/prologue.html <-- Pierwsza część :D


Jeśli pozwolicie to tylko odpowiem, za dużo już wszystkiego było!

1. Twoje największe marzenie?
Zamieszkanie gdzieś daleko stąd, najchętniej w L.A. lub Londynie :D
2. Co byś zrobiła dla biletu ulubionego zespołu?
Prawie wszystko, przecież nie będę się puszczać :P
3. Hejtujesz coś?
Nie wyznaje zasady, że jak czegoś nie lubię to trzeba od razu hejtować :P
4. Dużo Czytasz?
Na pewno więcej niż przeciętna nastolatka :PP
5. Dlaczego akurat blog o tym?
To jest dla mnie rodzaj, że sama mogę czytać i chciałam się podzielić z innymi czytelnikami co sama lubię czytać i jak znajdę jakiś genialny one-shot żeby mógł być rozpowszechniony :D
6. Coś czego nikt o tobie nie wie?
Ummm nie ma za dużo takich skrytych rzeczy! Ale mogę tutaj wyznać w sekrecie, że nigdy nie miałam chłopaka i się nie całowałam jakoś specjalnie z nikim, jedynie z przyjaciółmi przy "studencie" lub czymś takim :P
7. Jakich komentarzy udzielasz?
Jakich udzielam komentarzy.... zwykle dyplomatycznie podchodzę do wszystkiego chyba, że druga osoba zaczyna działać mi już na nerwy :D
8. Kim jesteś w swojej rodzinie? Jaką rolę odgrywasz?
Cóż jestem młodszą siostrą, która ma 15 lat?
9. Co byś w sobie zmieniła?
Wszystko! Jestem straszliwie okropna! Chciałabym być chudsza chociaż trochę, ale nie tak jak anorektyczka *ciarki przeszły*
10. Czego nienawidzisz?
Nienawiść to mocne słowo, więc użyję słów, bardzo nie lubię: Wrednych ludzi
11. Gdzie widzisz siebie za 5 lat?
Widzę siebie na studiach i uczącą się z chłopakiem do egzaminów :D